Nie ma dla nas granic!!

To był mecz, w którym sprawy toczyły się tak, że chyba nawet sam Nostradamus nie byłby w stanie przewidywać wydażeń w każdej kolejnej akcji. Zwroty akcji oraz jego niesamowity przebieg mogłyby się nadać na scenariusz do oscarowego thillera. Jednak cały ten thiller musiałby zostać zakończony jakieś 12 minut przed końcem happy endem, a finisz filmu stanowiłby szczęśliwy opis losów tych, którym udało się wyjść z opresji oraz pokonać coś co nękało ich od dawna. Tłumacząc na język zainteresowanych cyberdunkiem, a nie kinematografią chodzi o fatum Suns ciążącym nad nami. Już nie raz było blisko, wiele razy brakowało wiele, dziś 51 dnia sezonu 5 sen się spełnił choć z początku wydawał się być najczarniejszym koszmarem, z którego każdy Tytan pragnąłby jak najszybciej się obudzić. Ale po kolei …

Na hale zespoły wybiegły około godziny 17:15. Spokojna rozgrzewka przy dźwiękach dopingującej muzyki. W “kotle czarownic” pojawia się z każdą minutą więcej fanów, sektor klubu kibica huczy od początku rozgrzewki. SUNS w strojach żółtych, Titans w białych jako gospodarz. Koniec rozgrzewki, gracze schodzą się do swoich ławek i po chwili na parkiecie pojawiają się starterzy obydwu ekip. W żółtych trykotach jako pierwsi zagrają:

center Johny Johny

silni skrzydłowi Seba Rzeszow i Eddie King

shooter Piotr Wionczyk

i rozgrywający Tom Leskieira.

 Po przeciwnej stronie boiska, witani gromkimi oklaskami gospodarze w składzie

silni skrzydłowi Kuba Kontek i Filon Pawlik

niski skrzydłowy Timmy Timmons

rzucający obrońcy Matt Whiteguy i Grzegorz Klepacz.

Trener Wionczyk postanowił rozpocząć spotkanie bez klasycznego niskiego skrzydłowego, zastępując go wysokim Eddie Kingiem. Gregoff postawił na grę bez rozgrywającego, choć jego rolę pełnił w kwarcie Whiteguy.

Mecz rozpoczął się przy akompalniamencie śpiewu kibiców, w górę poleciały confetti i serpentyny, wszystko w obszarze trybun. Kibiców przyjezdnych około 2.000, też cieszą się z rozpoczęcia spotkania. Na parkiecie wydażenia równie gorące jak na widowni. W pierwszych minutach meczu zarzarcie punkty próbuje zdobywać Whiteguy czego nie czyni skutecznie zostając ukarany kilkakrotnie blokiem, celnie trafia jedynie z linii osobistych. Po drugiej stronie skutecznie radzi sobie duet Leskieira-Wionczyk pokazując doskonałe zgranie i zaangażowanie. Wynik 4-4 był ostatnim remisem w kwarcie, od tego momentu rozpoczęła się tragedia gospodarzy. Od razu widać było brak lidera po stronie Świecian. Obrona na całym boisku była głównym powodem wielu strat, które Suns zamieniali na łatwe punkty. Nie pomógł timeout wzięty przez Gregoffa, publika milkła z każdą kolejną udaną akcją gości. Czując swoją szansę na wyrobienie przewagi na całe spotkanie Wionczyk oddawał rzut za rzutem, trafiał wszystko, jak gdyby trenował na koszach  w Titans Arena codziennie. Leskieira dokarmiał go odpowiednio podaniami, nikt nie był w stanie nic z tym zrobić. Gdy w ostatnich minutach kwarty goście zdobyli 8 punktów bez odpowiedzi gospodarzy wydawało się, że team spirit jest już pogrzebany. Jeszcze równo z syreną punkty po podaniu Whiteguya zdobywa Klepacz i ustanawia wynik tej ćwiartki na 24-42. 30 punktów Wionczyka i 14 asyst Leskieiry mówi samo za siebie, to miał być mecz tych dwóch zawodników, zapowiadał się jakiś nieprawdopodobny rekord, masakryczna detronizacja Titans jakiej jeszcze nigdy nie doznali. Ale druga kwarta pokazała zupełnie co innego, Tytanom udało się wyjść z holenderskich depresji do połowy Mount Everest w ciągu 12 minut..

 W drugiej kwarcie wreszcie pojawił się Więcek. Publika ożyła, fani powoli budzili się z letargu. Za Filona wszedł Patynek. Zupełnie zmienił się skład Suns, trener Wionczyk wyraźnie chciał dać odpocząć podstawowym graczom. Początek drugiej dwunastominutówki nie zapowiadał zmian. Za zdobywanie punktów w Suns wziął się Shirahama Kenichi, sprawiał przez chwilę wrażenie drugiego Wionczyka. Lecz w końcu nastąpiła przełomowa sytuacja. Końca dopiegał czas 24 sekund na oddanie rzutu gdy piłkę mieli Titans, pod presją czasu na rzut za 3 decyduje się Kontek i trafia! Od tego momentu grę przez chwile stara się ciągnąć Whiteguy mobilizując graczy w obronie. Po kilku punktowych akcjach Klepacza i Whiteguya widać rosnący entuzjazm w osobie Grzegorza Więcka. Obrońcy za nim nie nadążają, raz po raz jest faulowany i trafia wszystkie osobiste. Większość akcji wykonuje indywidualnie, reszta graczy skupia się na obronie i rozciąganiu defensywy graczy Suns. Metoda okazuje się skuteczna. Na tablicy pojawia się wynik 45-54 potem 52-57, 3 minuty przed końcem połowy mamy 60-61! Trener Wionczyk natychmiast reaguje czasem, jakby go ktoś obudził w środku nocy. Nie dokonuje żadnych zmian, obraz gry nie ulega zmianie. 2 część gry kończy się wynikiem 46-24, a wynik na tablicy pokazuje 70-66 dla Tytanów. Kibice szaleją, skandują nazwisko Grzesia non-stop. To za sprawą jego 19 punktów w tej kwarcie udało się odrobić stratę, a nawet objąć prowadzenie. Dołożona do tego genialna postawa Kuby Kontka na tablicach pomogła zdominować kolejne aspekty gry.

Przerwa zleciała momentalnie i na drugą połowę wyszli w białych strojach Oscar Chen, Grzegorz Więcek, Timmy Timmons, Filon Pawlik oraz Kuba Kontek. Z ławki okupowanej przez przyjezdnych na parkiet wybiegli Xin Jian, Maciej Jaczewski Cahir aep Ceallah, Teardrop Swish oraz Shirahama Kenichi. Gra wyglądała tak samo jak w drugiej kwarcie. Zmienili się tylko strzelcy po stronie gospodarzy. Chen udowodnił raz jeszcze, że bycie zawodnikiem “3 kwarty” jest czymś dla niego, Timmy Timmons zdobywał punkty na swój sposób, a Więcek wciąż wiódł ofensywny prym. Niesamowitą zmianę dał Adam Wall wchodząc na 4 minuty, oddał 3 rzuty za 3 zdobywając tym samym 9 punktów. Rozwiał wszelkie wątpliwości dziennikarzy o słabej formie. W obronie Chińskim Murem okazali się Filon Pawlik i Kuba Kontek. Teardrop w połowie kwarty usiadł na ławce. Pojawił się oczekiwany przez kibiców gości Pior Wionczyk. Nie zaprezentował jednak dyspozycji z początku meczu. Wydawał się być jakimś podmienionym, nieudanym sobowtórem tego z pierwszej kwarty. Trener Wionczyk wprowadził też Sebę i Shirahamę. Ich siła była niewystarczająca, aby przbebić się przez zasieki obronne drużyny Gregoffa. Kwarta ta kończy się wynikiem 49-20 i ostatnia ćwiartka pozostaje już tylko “do dogrania”.

Trener Wionczyk wypuścił na parkiet w tej kwarcie Lukasza Wi, który miał być “asem z rękawa”. Wyszło mu to nieźle, 7krotnie celnie przymierzył zza łuku, zdobywając w ten sposób 21 punktów. Zabrakło mu jednak wsparcia, zawiódł na całej linii Tom Leskieira, który wykańczał się przy Więcku. Ten drugi też przeżywał ciężkie chwile przy porównywanym nieustannie do siebie rywalu trafiając 1/6 z gry w kwarcie. Wyrównał sobie tą stratę 6 asystami dzięki czemu obraz jego gry w tej ćwiartce wyglądał o niebo lepiej. W kwarcie brylował Timmons rekompensując straty wyrzącone przez Leskieire. Twardo w obronie całą kwartę walczył Patynek, zawdzięczamy mu małą ilość punktów zdobytą przez rywala z “pomalowanego”. W końcu sędzia odgwizduje koniec spotkania i Tytani mogą cieszyć się z pierwszego zwycięstwa nad Blacks Suns 146-125! ! !

Ten moment może okazać się przełomowy dla klubu Gregoffa. Czar Suns prysł, teraz zawodnicy wiedzą, jak wygrywa się z tą drużyną. Oprócz tego Tytani zrównali się dużymi punktami z ekipą trenera Wionczyka, a od pierwszego miejsca dzieli ich jedynie 13 “oczek”. Pojutrze mamy spotkanie rewanżowe w 1/8 Focusdep Cup, udajemy się do Melbeurne pełni nadziei i wiary w to, że i tą ekipę uda się ograć. Dziękujemy za doping fanom i liczymy na więcej w następnych meczach u siebie. Kibice napewno na długo zapamiętają 51 dzień 5 sezonu..

 Relacja z konferencji pomeczowej jutro ! ! !

Bardzo ciekawym spotkaniem 31 kolejki były Derby Polski pomiędzy Wrocław Basket Nation, a Włocławek Basket Club. Ostra rywalizacja na tej linii jest już tradycją w polskiej koszykówce i tardego spotkania można było oczekiwać i tym razem. Spotkanie okazało się być zgodne z przewidywaniami ekspertów, we wszystkich ćwiartkach trwała równa walka

32-32 najwięcej pkt dla WBN Sławek ‘Sek’ Siemianowski 18, WBC Saulens Petkevicius 20

35-36 Projekt Nasluch 15 pkt, Jerome Francis 20 pkt

36-40 Martin “Campos” Niewiadomski 26 pkt, Kris Cielma 20 pkt

37-40 Mateusz “Big Shoot” Krzysztoforski 22 pkt, Adam Hoop 23 pkt.

Jak pokazuje statystyka ciężar gry brali na siebie co chwile inni gracze co świadczy o szerokich możliwościach kadrwych obu ekip. Mecz wygrali przyjezdni 140-147 po ciężkiej walce. WBN mimo, że przegrał nie ma powodu do wstydu gdyż spotkanie stało na najwyższym poziomie. Brakło poprostu szczęścia w kilku sytuacjach. Zawodnikiem meczu obwołany został właśnie gracz gospodarzy Mateusz “Big Shoot” Krzysztoforski zdobyca 42 punktów. Liczę, że starcia tycj ekip zawsze będą wzbudzać przeróżne podteksty, a ich poziom nigdy nie zejdzie poniżej dzisiejszego meczu.

Chciałbym wspomnieć jeszcze o jednej sprawie. Z naszego teamu odszedł łotewski center Roberts Treijs. Chciałbym podziękować mu za wspólną grę w barwach Titans, był dobrym kolegą i solidnym zawodnikiem. Liczę, że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą. Obecnie Roberts występuje w zespole Dobele Sobers zajmującym 2 miejsce w Latvian Champ. Życzę mu tam samych sukcesów! ! !

Napisz odpowiedź