Final Four

kwiecień 1, 2008 by titans4life

Powtórzyliśmy wyczyn z przed roku i ponownie awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Po trudnym meczu pokonaliśmy Wrocław Basket Club. Zgodnie z przewidywaniami mecz był ciężki, rywal postawił poprzeczkę bardzo wysoko, ale minimalnie udało się ją przeskoczyć. Tak wyglądały pary ćwierćfinałowe:

Pomorze Titans  125 : 119 Wrocław Basket Club

WKS Śląsk Wrocław 71:120 Gorzów Wlkp. Warriors

Włocławek Basket Nation 154:103 Warsaw Bulls

Gdańsk Ni Knights 100:99 Black Suns.

Pary półfinałowe prezentują się następująco:

Pomorze Titans : Gdańsk Ni Knights

Włocławek Basket Nation : Gorzów Wlkp. Warriors.

2 ekipy z Poland Premier i 2 ekipy z Divison 1. Świadczy to o wysokim poziomie zaplecza Poland Premier. Super niespodzianką była wygrana Ni nad Black Suns, dramatyczny mecz został wygrany przez zawodników Endergotha dzięki rewelacyjnej postawie Marcinka “Teardropa” Endera. Nie dojdzie więc do kolejnego spotkania Titans - Suns.

Bohaterem naszego spotkania okazał się być Grzegorz Wiecek, który dobrze kontrolował tempo spotkania i nie pozwalał rywalom zbliżać się punktowo do naszego zespołu. Można powiedzieć, że nasza obrona wreszcie nie funkcjonowała źle. Najwięcej kłopotu sprawili  Jerome Francis ( 31 pkt 11/21), Teofilijus Axujenchikas ( 22 pkt 9/21) i  Jakub Krupinski (24 pkt, 9/22, 7 ast, 3 blk). Na dobrym procencie zagrał Kris Cielma( 18pkt 8/11 i 5 stl). Do zwycięstwa Świecian poprowadziło 3 obwodowych muszkieterów Oscar Chen (33 pkt 10/22, 10/10 osobiste, 6 ast), Timmy Timmons ( 35pkt 12/16, 11/11 osobiste) i wspomniany wcześniej Grzegorz Wiecek ( 26 pkt 9/15, 8/8 osobiste, 14 ast). W obornie brylował jak nigdy Piotr Zelias blokując 7 rzutów w 24 minuty. Całe spotkanie zagraliśmy konsekwentnie w obronie jak i w ataku co przyniosło upragniony sukces. Czekamy z niecierpliwością na mecz z Gdańsk Knights, aby móc poprawić pucharowe osiągnięcia. Zwycięstwo jest w zasięgu ręki, a awans do finały byłby kolejnym historycznym wydarzeniem dla klubu, których w tym sezonie narazie nie brakuje.

W lidze trwa walka z Black Suns, liczą się małe punkty. Narazie fotel lidera okupuje team Wionczyka, ale pragnę uspokoić fanów, już niedługo się to zmieni.

1/4 Puchar Polski

marzec 27, 2008 by titans4life

Puchar Polski wkaracza w najważniejszą fazę, w grze zostało już tylko 8 zespołów. W ubiegłym sezonie udało nam się dotrzeć do półfinału gdzie minimalnie przegraliśmy z Black Suns. Jeśli uda nam się wygrać z drużyną Wrocław Basket Club, z którą zagramy dziś, to w półfinale spotkamy się albo z Gdańsk Ni Knights albo … z Black Suns. Byłaby to dla nas szansa do reważnu za porażkę z poprzedniego sezonu, a dla nich możliwość odegrania się za ostatnią porażkę. Póki co trzeba zastanowić się nad dzisiejszym rywalem. To mocna i dobrze zorganizowana ekipa, będzie rzeczywiście trudno tym bardziej, że wielu graczy jest zmęczonych po wczorajszej porażce.

Center

Wrocław Basket Club - Saulens Petkevicius, Mad Middleton, Jeremy Camp - Litwin, Amerykanin i Portugalczyk(najlepiej znany polskim kibicom z tej trójki) stanowią o sile podkoszowej ekipy krisa82. Najwięcej czasu na boisku spędza Mad, średnio około 33 minut. Jest zawodnikiem o szerokim wachlarzu zagrań, zdobywa aż 19 punktów na mecz, w obronie też wykręca niezłe cyfry. Litwin jest graczem bardzo podobnym do niego. Także rzuca, asystuje i blokuje. Jeremy blado przy nich wypada, aczkolwiek napwno stać go na wiele.

Pomorze Titans - Grzegorz Quadrado, Grzegorz Patynek - po odejściu Łotysza Robertsa Treijsa grono centrów Tytanów wiele straciło. Obydwaj Grzegorze notują po po 3.1 bloku w meczu, w ofensywie lepiej prezentuje się Quadrado. Mogą mieć problem z trzema muszkieterami Basketu, myślę, że inicjatywa będzie po ich stronie. Punkt dla WBC.

Silny skrzydłowy

Wrocław Basket Club - Juan Gonzales - Hiszpan jest osamotniony na tej pozycji. Spędza na boisku mało czasu i sprawia wrażenie gracza zadaniowego. Niski jak na swoją pozycję może mieć problemy atletyczne.

Pomorze Titans - Filon Pawlik, Kuba Kontek - tu wątpliwości chyba nie ma. Stawiam na zdecydowaną dominacje tych graczy. Punkt dla Titans.

Rozgrywający

Wrocław Basket Club - Jerome Francis, Adam Hoop - kluczowy dla swojej drużyny strzelec oraz świetny przechwytujący. Taka mieszanka na pozycji point guard często przynosi podopiecznym krisa powodzenie. Łącznie przebywają na boisku ponad 50 minut, a tracą ledwo ponad 2 piłki na mecz. Zdyscyplinowani gracze, wiedzą kiedy przyspieczyć, a kiedy zwolnić.

Pomorze Titans - Grzegorz Więcek, Adam Wall - tutaj mentalny lider drużyny i wyborowy strzelec. Ciekawy będzie pojedynek tej pary z duetem przeciwników. Adam Wall pokazał w ostatnim meczu w Melbourne, że rzucanie przez ręce z trudnych pozycji ma we krwi. Grzegorza pojedynek z Francisem będzie otoczką spotkania, częściej z takich batalii wychodził zwycięsko właśnie on. Nieśmiało twierdze, że dziś nie będzie inaczej. Punkt dla Titans.

Niski skrzydłowy

Wrocław Basket Club - Kris Cielma, Danny Seigle - z reprezentantem Polski na tej pozycji występuje Filipińczyk pełniący epizodyczne role w zespole. Kris to jeden z ważniejszych zawodników dla drużyny, zdobywa przeciętnie około 20 punktów w meczu. Cały czas poprawia też swoją obronę, aby być rewelacyjnym po obu stronach boiska.

Pomorze Titans - Timmy Timmons - ostatni mecz nie wyszedł mu tak jakby chciał. Dziś napewno będzie chciał zmazać tą plamę i wrucić do regularnej formy. Może się to okazać tak trudne jak zdobywanie punktów w Melbourne, po drugiej stronie nie byle kto… Punkt dla WBC.

Rzucający obrońca

Wrocław Basket Club - Edinburgh Arboleda, Jakub Krupinski, Teofilijus AXUJENICHIKAS - tutaj też narodowościowa mozaika - Filipińczyk, Polak i Litwin. Ten ostatni w statystyce prezentuje się najsłabiej. Jakub to pierwsza strzelba zespołu, notuje średnio po 24 punkty w spotkaniu. Dobrze radzi sobie też w D, nie gra samolubnie o czym świadczy wskaźnik 6.2 asyst na mecz. Filipińczyk jest już znany w Polsce, poprzedni sezon może zaliczyć do udanych. Kibice przywykli już do solidnego poziomu jaki prezentuje.

Pomorze Titans - Piotr Zelias, Grzegorz Klepacz, Matt Whiteguy, Oscar Chen - każdy z nich wnosi coś innego do gry. Klepacz dostarcza wielu punktów, Whiteguy doświadczenie, Chen energię i zapał, Zelias rozwagę. Ten kwartet będzie się musiał solidnie napocić, aby zdominować grę przeciwko shooterom krisa. Lepiej wypadnie WBN im też dopisuję następny punkt.

Tenerzy

Wrocław Basket Club - Kris82. W tym roku zbudował naprawde solidną ekipę. W jego przypadku wydaje się, że “apetyt rośnie w miare jedzenia”. Jego zespół jest coraz silniejszy i zalicza się do grona najlepszych polskich trenerów.

Pomorze Titans - Gregoff. Ostatnie ligowe sukcesy świadczą o jego dużej klasie i prawidłowym wykorzystywaniu nabytego doświadczenia. Rozsądnie dzieli minuty między zawodników i pozytywnie na nich wpływa. Jest mocną stroną zespołu. Titans.

Wrocław Basket Club 3:3 Pomorze Titans

Zobaczymy jak będzie na boisku. Dziś wieczorem.

Koniec przygody w Focusdep Cup

marzec 27, 2008 by titans4life

Nie udało się odrobić straty z pierwszego meczu, nie udało się go nawet wygrać. Magic pokonali nas 144-122, porażka równa pierwszej 112-133. Walczyliśmy z całych sił, trener Gregoff zrobił co w jego mocy, ale było to za mało na dużo bardziej doświadczoną ekipę z Meloburne. Możliwość gry z takim rywalem była dla nas okazją do nauki, jak by nie było to piąta drużyna cyberdunka pod względem wartości. Przy okazji zobaczyliśmy kawałek świata, do Austarlii mamy nadzieję jeszcze kiedyś wrócić, najchętniej na rewanż z Magic. A teraz może coś o samym spotkaniu..

Podobnie jak z Suns, źle weszliśmy w mecz. Na prowadzenie wyszliśmy tylko raz, gdy w 2 minucie 1 kwarty za trzy przymierzył Adam Wall. Często w pierwszej części meczu decydowaliśmy się na rzuty zza łuku ze względu na dobre zagęszczanie obrony pod koszem przez Magic. Niewiele rzutów dochodziło jednak do celu. Gdy po wsadzie Roya Hibberta w 3 minucie meczu trener Gregoff prosi o czas na tablicy świetlnej widniał widok 10-3. Słowa wsparcia kolegów z ławki oraz nowe pomysły szkoleniowca nie pomogły zbyt wiele. Rywale z każdą minutą powiększali przewagę,a my mieliśmy coraz większe kłopoty w ataku. Kłopoty w ataku miał szczelnie kryty Timmons, który miał być główną szczelbą w tej części gry. Nie trafiali też Grzegorz Patynek oraz Kuba Kontek. Wynik trzymał się dzięki trójkom Adama Walla. Magic w tym meczu pokazali swoje wyrafinowanie, cwaniactwo boiskowe. Przekonaliśmy się też o ich wybitnej dynamice i szybkości. Wymusili wiele fauli, w 1 kwarcie oddali aż 22 rzuty osobiste. Byliśmy też z dziwieni, że sędziowie nie pozwalali tutaj grać tak fizycznie jak jesteśmy przyzwyczajeni w kraju. Do celu doszły prawie wszystkie, 2krotnie spódłował tylko Roy Hibbert. Tragiczną rzeczą dla zespołu było złapanie 5 faulu przez Kubę Kontka pod koniec kwarty. Dalej musieliśmy grać ze świadomością, że nie wspomoże nas już ani na deskach, ani w obronie. Wynik po pierwszej odsłonie spotkania brzmiał 41-25. Najbardziej we znaki dali się rozgrywający Oscar Ortuzar i center Roy Hibbert. Widać nie idzie nam gra przeciwko duetom. Przypomniał nam się mecz z Suns, ciągle wiedzieliśmy, że jest to do wygrania, ale rywale ustabilizowali grę i nie dali sobie w ten sam sposób wyrwać zwycięstwa.

Druga kwarta to czas gry kosz za kosz. Sędziowie pozwolili już na trochę bardziej kontaktową grę i fauli było mniej. Okazało się, że dobry dzień miał Grzesiu Klepacz, zaaplikował rywalom 26 oczek w tej części gry. Doskonale podaniami znajdował go lider drużyny Więcek, asystując w tej kwarcie 9 razy.Kryzys dalej przeżywał Timmons. Skromny dorobek punktowy zaliczyli Grzegorz Więcek i Adam Wall, który popisał się kolejną trójką. Po drugiej stronie najwyższe zdobycze punktowe zanotowali Kobe Bryant, grający na przeciwko naszego point guarda i Masana Yamaguchi, który ograniczył też poczynania Timmonsa. Kwarta wygrana 35-39 dawała jeszcze nadzieje na poprawę losów tego spotkania.

W czasie przerwy ogłoszono, że na trybunach zasiada prawie komplet, 54 tysiące widzów. Faktycznie wynik imponujący, dawno nie spotkaliśmy się z taką publicznością, ale nie odczuwaliśmy w jakiś szczególny sposób jej obecności będąc na boisku.

Po przerwie gra talej doczyła się na zasadzie “cios za cios”. Tytanów prowadził do boju Klepacz( tej kwarcie 18 punktów). Korzystnego rezultatu po stronie gości bronił Bryant trafiając 7 razy z gry i egzekwując 2 osobiste. W dalszym ciągu wspomagał go Masana, do dorobku punktowego Magic co nieco dołożył także Ron Dawg. Dystansowymi rzutami dwókrotnie odpowiadał Wall, Patynek i Timmons dorzucili po 2 punkty, a nie mogący rozwinąć skrzydeł w tym spotkaniu Więcek 4. Dobrze wychodziło mu podawanie, dodał do dorobku kolejne 5 asyst. Wyszliśmy na tym wszystkim stratnie, w kwarcie o klika punktów lepsi byli Magic wygrywając tę ćwiartkę 37-32.

W ostatniej części gry nie zdarzył się żaden cud. Gdyby z 11 punktowej straty jaką mieliśmy po połowie udało się jeszcze zmniejszyć ten deficyt w czasie 3 kwarty do 2-3 punktów może mielibyśmy więcej motywacji. Tak, mając ponownie 16 punktów mniej od rywala wiedzieliśmy, że zwycięstwo w 4 kwarcie 38 punktami nie wchodzi w rachubę. Nie zamierzaliśmy się jednak poddawać, wciąż zależało nam na wygranej. Do boju Tytanów ciągnęli Oscar Chen i już lepiej czujący się na boisku Więcek. Zaliczyli kolejno 16 i 10 punktów. W dołku nadal tkwił Timmons, przestrzelił następne 7 rzutów. Na pocieszenie trafił 2 razy z linii oobistych. Aktywnie w obronie pracował Filon Pawlik co zaowocowało 4 blokami i 1 przechwytem. Na deskach jak lew walczył Grzegorz Quadrado zbierając 7 razy piłkę w tym 1 na atakowanej tablicy. Lecz wszystkie nasze wysiłki nie wystarczyły żeby chociaż wygrać jeszcze tę ostatnią odsłonę meczu. Uniemożliwił to przede wszystkim Emre Metin zdobywając 12 punktów w 9 minut. Tylko jeden zawodnik, który nie występował po stronie Magic w tej kwarcie nie zdobył punktów. Kwarta zakończyła się wynikiem 32-28, cały mecz 144-122, a my mogliśmy już zacząć myśleć o jutrzejszym meczu w Pucharze Polski.

Nie wiem czego zabrakło, rywal był chyba jednak o klase lepszy. Jeśli myślimy o wygrywaniu z takimi zespołami musimy lepiej startować i zaskakiwać czymś przeciwną drużynę, nie na odwrót. Cały ten puchar to dla nas ogromne doświadczenie, mieliśmy pierwszy raz na szerszą skalę kontakt z zagraniczną koszykówką i powoli zaczynami poznawać jakie style i konwencje obowiązują za granicami. Dalej będziemy pracować nad lepszą i doskonalszą formą, nasze ambicje to napewno więcej niż 1/8 pucharu Focusdep. Dziękuje za wysiłek wszystkim zawodnikom z drużyny. Największe podziękowania zasłużeniewędrują do trenera Gregoffa, który wkłada w to najwięcej pracy. Wszyscy wiemy, że jego wysiłek jest dla nas najcenniejszy.

Przed meczem Magic - Titans…

marzec 26, 2008 by titans4life

Do Melbourne przybyliśmy po całodzienniej podróży samolotem. Zakwaterowano nas w komfortowym 5cio gwiazdkowym hotelu Riviera. Zmiany klimatycznej nie odczuwamy tak jak zmęczenia spowodowanego długim lotem. Rano odbyliśmy trening na hali Magic Vodafone Arena. Obiekt robi niezłe wrażenie, można go porównać do boiska Dinamo. Z relacji osób, które miały okazje już tu grać dowiedziałem się, że zainteresowanie koszykówką w tym mieście nie jest wielkie, a hala rzadko kiedy zapełnia się do połowy. Mimo tego istnieje fanatyczny klub kibica, który zaciera wrażenie pustych miejsc na trybunach i utrudnia grę przyjezdnym. Ku naszemu zaskoczeniu do Australii przyleciała grupa 60 fanów ze Świecia. Ten fakt dodaje nam sił, cieszymy się ogromnie z ich obecności. Gdy wróciliśmy po treningu do hotelu czekało na nas coś w rodzaju “odnowy biologicznej”. Po części faktycznie pomogło nam to odzyskać siły witalne. Nie mieliśmy za dużo czasu dla siebie gdyż trener Gregoff zwołał nas do salki konferencyjnej, gdzie analizowaliśmy grę przeciwników. Zostały nam udzielone wskazówki, jak bronić poszczególnych graczy, na co uważać i jak grać przeciwko ich obronie. Widać, że trener i jego asystenci wspaniale przygotowali się na spotkanie. Liczę, że plamy nie damy i my…

Sth East Melbourne Magic to ekipa o sporch możliwościach, złożona z wszechstronnych zawodników doskonale się uzupełniających. Występuje tam reprezentant Haiti Kenne Supra, gracz narodowej drużyny Turcji point guard Emre Metin i gwiazda Ugandy The Big Lebowski. Na arenie międzynarodowej swój kraj reprezentuje także najlepszy strzelec drużyny, który w pierwszym spotkaniu przegranym przez nas 112-133 Japończyk Masana Yamaguchi. Zdobywa średnio 26.8 pkt na mecz w lidze grając niespełna po 29 minut. Jego będziemy chcieli zneutralizować przede wszystkim. Następnym ogniwem ofensywnym Magic jest wspomniany Metin, który rzucając po 19.7 pkt na mecz jest dużym wsparciem strzeleckim dla Masany. Jeszcze lepszy w ataku wydaje się być jego zmiennik, wysoki jak na rozgrywającego Hiszpan Oscar Ortuzar. Notuje przeciętnie 22 pkt i nie można go odpuszczać w obronie.

Rzucimy do walki wszystko co mamy najlepsze. Na boisku na pewno wylejemy siódme poty i zostawimy serce. Chcemy wygrać mecz i odrobić stratę 21 punktów. Zobaczymy jak to wyjdzie, życzcie nam świetnej skuteczności.

Rzucać celnie, bronić szczelnie! Go Titans!

Konferencja prasowa po meczu Titans - Suns

marzec 25, 2008 by titans4life

O 21:30 na Tytanów czekali już zgromadzeni w klubowej sali konferencyjnej fotoreporteży i dziennikarze. Wejście zawodników prowadzonych przez trenera było fetowane oklaskami i wiwatami. Ustalono szybko zasady konferencji aby uniknąć bałaganu - jeden dziennikarz zadaje 3-4 pytania trenerowi bądź jednemu z zawodników. Gdy rzecznik drużyny uznał spotkanie za otwarte wszystkie ręce poszły w góre, jeden przekrzykiwał drugiego. Jako pierwszy na pytania odpowiedzi udzielał trener Gregoff,a spośród tłumu głos został przyznany dziennikarzowi Bruku Bydgoskiego Mieczysławowi Zakalcowi:

Mieczysław Zakalec - Bruk Bydgoski

Przede wszystkim gratuluję zwycięstwa w imieniu swoim oraz całej redakcji mojej gazety. Mam jednak kilka pytań co do przebiegu meczu…Co się stało w pierwszej kwarcie, dlaczego zabrakło Więcka, czy nie czuł pan ze mozna przegrac mecz juz w 1 kwarcie?

Gregoff: Miałem pewne inne zadania dla Grzegorza na kolejne kwarty. Chciałem go rzucić na podmęczonego rywala. Trochę się sytuacja wymkneła spod kontroli w tej początkowej fazie gry, ale zdecydowałem się trzymać planu.

Wykazał się pan zimną krwią. W drugiej kwarcie nadzieje na powrót do gry narastały chyba z każdym kolejnym punktem, czy po polowie gdy losy diametralnie sie odmieniły wiedział pan, że mecz jest już wasz?

Gregoff: Nie. Byłem pewien, że czeka nas mordercza druga połowa. W końcu Ci zawodnicy, którzy zagrali w drugiej kwarcie z całym dla nich szacunkiem nie pokazali nic, co mogło by nam zagrozić. Czekałem na rozpoczęcie prawdziwego meczu z najlepszymi zawodnikami rywala.

Jaka była pana reakcja gdy po przerwie na boisku wcale nie pojawił się najmocniejszy skład Suns?

Gregoff: Byłem zszokowany i nie mogłem w to uwierzyć. Szczególnie, że nasza przewaga w drugiej kwarcie była aż nadto widoczna a potem kolejne minuty trzeciej kwarty upływały pod jeszcze większe nasze dyktando… Nie rozumiem czemu nie zdecydował się trener Suns na wprowadzenie jakiś minimalnych korekt. Nie wierzę, że wszyscy zawodnicy byli tak wykończeni, że nie mogli wejść na parkiet wcześniej…

Napewno to zwyciestwo zbliza do upragnionego mistrzotwa. Jak pan mysli, czego brakuje do osiagniecia tytulu?

Gregoff: Przegranej Black Suns (śmiech). A tak poważniej to równej gry i odskoczenia w małych punktach ekipi Słońc. Jestem pewien, że to możliwe, ale dopiero kolejne mecze odpowiedzą na pytanie czy jesteśmy w stanie przegonić Suns.

I już ostatnie pytanie: Jakie ma pan odczucia co do pojutrzejszego spotkania w Focusdep cup?

Gregoff: Jestem pewien, że możemy wygrać wyraźnie i awanować do kolejnej rundy. Przede wszystkim będę chciał wygrać i to jest cel numer jeden. A jak się uda to odrobić te 21 pkt straty do rywala. Wiem, że stać nas na to!!!!

Dziękuję.

Teraz o zadawanie pytań prosimy Krzysztofa Globusa z Faktu Bukowieckiego.

Krzysztof Globus - Fakt Bukowiecki

Witam. Chciałbym prosić o odpowiedzi Grzegorza Więcka. Ja również dokładam swoje gratulacje. Panie Grzegorzu, czy był pan zaskoczony brakiem oebcnosci w pierwszym skladzie?

GW: Nie. Znałem taktyke i założenia gry. Więc nie byłem zaskoczony.

Czy wchodząc na boisku w drugiej kwarcie nie czuł pan że może być piekielnie trudno odrobić taką stratę?

GW: Zawodnik nie może się bać tylko działać. Przed kwartą powiedziałem kolegom z ekipy, że musimy grać swoje. Ochłonąć, pomyśleć i zaatakować precyzyjnie. Rywale mają widzieć w naszych oczach determinację a nie wściekłość, pewność a nie złość.

Cóż za profesjonalizm. Co pan powie o postawie kibiców w tym meczu? Ponoć chcieliby spotkać się z zawodnikami w najbliższym czasie..

GW: Kibice to zawsze nasz dodatkowy zwodnik tutaj. Wczoraj ich zawiedliśmy, a mimo to dzisiaj tłumnie przybyli do naszej areny. Gorąco im dziękuje w imieniu zawodników i obiecuje, że zrobimy wszystko aby już nigdy ich nie zawieść jak w tym wczorajszym meczu z Magic! Co do spotkania to będzie na to czas po sezonie. Teraz nie możemy się dekocentrować, bo czeka nas znowu seria ciężkich spotkań.

Czego panu życzyć w nadchadzacym rewanżu z Magic? Czego najbardziej może zabraknąć na boisku ?

GW:Wygranej zespołu minimum 22 punktami. A na pewno zabraknie Treijsa. Mogę chyba powiedzieć był moim przyjacielem. Zrobił dla tego zespołu wiele, naprawdę ogromnie żałuje, że ten zawodnik musiał odejść…

Dziękuję i życzę powodzenia!

Teraz czas dla Bartosza Skoczylasa z Głosu Kłosa

Bartosz Skoczylas - Głos Kłosa

Wspaniałe widowisko! Panie Wall Przebywał pan na boisku 4 minuty oddał pan 3 rzuty zdobył pan 9 punktów - musiała się w panu kumulować ogromna energia skoro tak eksplodował pan na boisku…

AW: Cały zespół był niezwykle zmobilizowany do meczu z liderem rozgrywek Black Suns. Dodatkowo do jak najlepszej gry zmobilizował nas fakt, że trenerem Black Suns jest Johny PG, który odpowiada również za selekcję w kadrze seniorów. Pomimo krótkiego czasu gry chciałem się zaprezentować jak najlepiej. Myślę, że to mi się udało. Krótki czas gry nie ma dla mnie jednak wielkiego znaczenia. Najważniejsze jest dobro zespołu.

Jakie miał pan przeczucia odnośnie dalszych losów spotkania gdy w 1 kwarcie musiał pan z ławki obserwować bezsilność swojego zespołu wobec duetu Wionczyk-Leskieira?

AW: Mecz trwa 48 minut, a nie 12, dlatego wiedziałem, że pomimo słabego początku jesteśmy w stanie wygrać.

Niektórzy zarzucają panu zbyt dużą pewność siebie oraz za szybkie podejmowanie decyzji rzutowych, szczególnie za 3, jak pan to skomentuje?

AW: Trener rozlicza mnie ze zdobytych punktów. Zresztą gdy pojawiam się na parkiecie zespół stara mi się kreować mi jak najwięcej sytuacji do oddania dogodnego rzutu za 3 punkty. Silą rzeczy musze więc sporo rzucać. Proszę popatrzeć na moje statystyki mam średnio 4,5 asysty na mecz. To dowód na to, że nie gram egoistycznie.

Czy uważasz, że trener zrobił dobrze wpuszczając Więcka dopiero w drugiej kwarcie?

AW: Za ustawienie zespołu odpowiada trener nie zawodnicy. Jeśli uznał, że Więcek ma grać dopiero od drugiej kwarty to musiało to mieć jakieś uzasadnienie w taktyce. Jak pokazał wynik całego meczu była to dobra decyzja i z tego należy się cieszyć. Czasu na świętowanie nie będziemy mieli jednak bo już wkrótce kolejny mecz ligowy, a później ważny mecz w pucharze. Zrobimy wszystko by wygrać w środę!

Dziękuję, życzę wszystkiego dobrego!

Głos zostanie teraz udzielony Patrykowi Okwiatowi reprezentującemu Poradnik Kulinarny.

Patryk Okwiat - Poradnik Kulinarny

Genialny mecz, zasłużona wygrana, ale chyba nie wszystko układało się po myśli od początku. O to chciałbym spytać Matta. Pierwsza kwarta była fatalna w pana wykonaniu. Czym było to spodowowane?

MW: Nie mogłem odnaleść się na boisku. Co prawda granie na pozycji rozgrywającego nie jest mi obce, ale obecnosć Toma Leskieiry po drugiej stronie sprawiła mi wiele kłopotów. Podręcznikowo fukcjonowała obrona rywali, nie było miejsca na boisku więc rzuty trzeba było oddawać przez ręce. Dawałem z siebie wszystko, ale nie znalazłem recepty na ich koncepcje gry defensywnej w pierwszej kwarcie. Dawno mi się to nie zdarzyło.

Ale w kolejnej kwarcie dałeś juz sygnał do ataku i było o wiele lepiej. Myślisz, że w przyszłości kiedy znowu zagracie z Suns będziesz już w stanie powalczyć z każdym rywalem? Bo chyba będzie to konieczne aby znowu pokonać Suns…

MW: Tak, wiele dały mi udzielone w krótkiej przerwie trenerskie wskazówki. Na lepszą skuteczność wpłynęła obecność na boisku Grzegorza Więcka, obrona skupiała się na nim gdy był podwajany znajdował nas na boisku na czystych pozycjach lub odgrywał po penetracjach. Zaczęliśmy się także lepiej komunikować na boisku. Co do następnych meczów z Suns.. z nimi każde starcie jest trudne i nawet będąc świetnie przygotowanym rywal może sprawdzić jakąś niespodziankę, ale oczywiście zrobię wszystko aby nie zaprezentować już takiej formy jak dziś w 1 kwarcie!

Jak się pan czuje po wygranej z Suns?

MW: To jest coś na co oczekiwaliśmy już od bardzo dawna. Pokonanie drużyny Suns zmakuje bardzo słodko, szczególnie w takim momencie. Jestem wdzięczny całej drużynie, że nie poddała się i zdołaliśymy odrobić straty. Ta wygrana to dla nas wszystkich coś bardzo ważnego, sprawiła, że wspólnie czujemy się jeszcze lepiej i udowodniła nam, że warto ciężko pracować i ufać trenerowi.

To wszystko dziękuję za odpowiedzi i mam nadzieję na kolejne sukcesy!

Szansę dostanie teraz specjalistka w dziedzinie koszykówki Sylwia Kupiec przysłana przez Koszykarską Trybunę.

Sylwia Kupiec - Koszykarska Trybuna

Witam i także gratuluje. Ja swoje pytania chcę skierować do Kuby Kontka. Wczorajszy mecz był starciem z drużyną do której także rozważał pan przyjście po roziązaniu kontraktu ze Springfield Isothopes. Po tym meczu nie ma już chyba wątpliwości, że wybrał pan dobrze…

KK: W zasadzie nie miałem żadnych wątpliwości już w chwili podpisywaniu kontraktu.
Wyszedłem z założenia, że nie jest dla mnie żadnym wyzwaniem
dołączanie do drużyny, która i beze mnie radzi sobie doskonale.
Nie zapominajmy, że mam już wygraną w Challenge Royal, a co za tym
idzie - nie podpisuję kontraktów tylko ze względu na perspektywę
kolejnych zdobyczy i pucharów.
Faktem jest, że przez chwilę rozważałem ofertę z Black Suns, ale
wynika to bardziej z mojej wieloletniej znajomości i doskonałych
układów z ich managerem.
Wybrałem wyzwanie, wybrałem Tytanów i mam nadzieję, że z moją pomocą
uda się nam osiągnąć szczyty.

 W spotkaniu pokazał pan rewelacyjną postawę na deskach wgniatając rywali
 w ziemię w tym elemencie. Wynika to z amerykańskiego wyszkolenia czy
 może tutaj w Polsce nie kładą na to nacisku ? A może miał pan po prostu
 świetny dzień ? Jak określi pan to co zrobił pan z rywalami na
 tablicach..

KK: Myślę, że jest to składowa wszystkich tych elementów - zawsze miałem
wrażenie, że “tablice” w Polsce są niedoceniane.
Ja jeszcze podczas mojej długiej przygody w Denver dostrzegłem tę lukę
i wydaje mi się, że wykorzystałem ją całkiem nieźle - podczas gdy
koledzy z drużyny trenowali dunki, ja “podskakiwałem pod tablicami” -
wyglądało to może dość dziwnie i wielu uważało, że mija się z celem,
ale chociażby wczorajszy mecz pokazał, że było warto.
Oczywiście, różnie to bywa i na pewno tak doskonały rezultat jak w
meczu ze Słońcami nie zdarza się często, więc dyspozycja dnia ma
ogromne zdarzenie.
A jak określę to, co zrobiłem z rywalami? Słowa są zbędne, wystarczy
spojrzeć na liczby - oby częściej!

Jak czuje się pan w drużynie? Mineło dopiero kilka dni, a zyskał już pan pełne zaufanie trenera oraz zawodników. Lecz czy za krótka znajomość nie jest problemem na boisku?

KK: W drużynie Tytanów czuję się znakomicie. Oczywiście, nie ze wszystkimi
kolegami miałem okazję się “zintegrować”, ale jesteśmy na najlepszej
ku temu drodze.
Jestem przekonany, że zdecydowanie szybciej uda mi się w pełni
zaaklimatyzować w Polsce niż miało to miejsce w USA.
Jeśli zaś chodzi o boisko, tutaj nie ma żadnego problemu -
pomarańczowa piłka jest “językiem uniwersalnym” i grając z tak
doskonałymi partnerami, z jakimi przyszło mi się spotkać w drużynie,
nie mam żadnych problemów. To prawdziwi profesjonaliści.

I ostatnie pytanie, Co pan powie o Polskich kibicach? Są lepsi czy gorsi od amerykańskich? A jak sklasyfikował by ich pan w kategorii globalnej? Wszak grał już pan w
niejednym miejscu, to mecze międzynarodowe, to puchary …

KK: Polscy kibice to jeden z głównych powodów mojego powrotu do kraju!
Oczywiście, Ci w USA też byli świetni, ale nie jest żadną tajemnica,
że Amerykanie mieli u nich znacznie większe wsparcie niż “przybysze
zza wielkiej wody”.
Dodatkowo, wokół mojej osoby stworzyła się pewnego rodzaju otoczka, na
którą chyba jednak nie zasługuję - w każdym razie sympatia, jaką
okazują mi Polscy kibice - nie tylko Ci wspierający Tytanów - to jedna
z najwspanialszych rzeczy, jakie przydarzyły mi się w karierze.
W porównaniu z innymi nacjami absolutnie nie mamy się czego wstydzić -
nie jest tajemnicą, że Polscy kibice są najlepsi na świecie. Ostatnio
dyskusję na ten temat prowadziłem z moimi bliskimi przyjaciółmi -
Robertem K. i Adamem M. i obaj podpisują się pod moimi słowami.
Największym bólem tego pierwszego jest to, że nie może się on wykazać
na krajowej arenie ze względu na braki w infrastrukturze.
Reasumując - Polscy kibice są numerem jeden na świecie - Hiszpanie,
Amerykanie czy Litwini mogą się szczycić ligami o nieco wyższym
sportowym poziomie niż my, ale tak długo, jak nie zagrają w Polsce,
nie będą wiedzieli jak powinien wyglądać prawdziwy doping!

 

Dziękuję pięknie! (W tym momencie szaleć zaczynają fanki Kuby, które cudem wdarły się na konferencje. Szybko zostają usunięte przez ochroniarzy korzystający z pomocy dostępnych na stronie http://www.tytani.pl/ ).

Od dłuższego czasu wyrywa się Mirosław Prypeć, czołowy redaktor Przeglądu Świeciańskiego.

Mirosław Prypeć - Przegląd Świeciański

Brawo, brawo, brawo panie Klepacz, teraz chciałbym wyciągnąć coś od pana.Był pan najlepszym zawodnikiem Titans w pierwszej kwarcie i widać było, że ofensywna gra powinna opierać się na pana osobie. Czy nie frustrowała pana duża liczba rzutów oddawanych przez Whiteguya?

GK: Zdecydowanie nidyspozycja rzutowa Whiteguya nie stanowiła dla mnie problemu. To trener decydował jak mamy grać i jeśli on twierdził, że Matt powinien rzucać, to widocznie tak miało być. Ja starałem sie skupic na własnej grze i zaprezentować wszystko, co potrafię. Cieszę się, że mi się to udało i że trener jest ze mnie zadowolony.

Jak element gry uważa pan za przełomowy dla losów spotkania? Kiedy poczuliści, że możecie “wrócić z dalekiej podróży” i jeszcze ten mecz wygrać?

GK: Naszą najmocniejszą stroną w tym spotkaniu był trener Gregoff. To on ułożył drużynę tak, aby była ona w stanie każdego pokonać. My-zawodnicy, jesteśmy jedynie wykonawcami jego myśli taktycznej. Cały czas wierzyliśmy, że słaba dyspozycja na pcozatku meczu także ejst częścia planu gragoffa, i że fortuna w końcu się odwróci. Tak też się stało. druga i trzecia ćwiartka to popis naszej gry.

Był pan drugim strzelcem zespołu w tak arcytrudnym meczu, czy liczy pan na więcej minut przeciwko Sth East Melbourne Magic?

GK: To jak długo będę przebywał na parkiecie nie zależy ode mnie. Ja staram się grac najlepeij jak potrafię i mam nadzieję, że w ten sposób przekonuję do siebie trenera. Od dłuższego czasu przygotwuywałem się do tych najważniejszych meczy, jestem szczęśliwy, że dzięki ciężkiej pracy przez cały sezon, teraz moge przydac sie drużynie.

Kogo najbardziej z drużyny Suns obawiał się pan przed meczem?

GK: Black Suns to drużyna, w której gra wiele gwiazd. Jeżeli miałbym jednak wskazać jednego konkretnego zawodnika to byłby nim Wionzcyk. Od początku swojej kariery jest prowadzony przez managera Słońc i to daje mu przewage nad innymi. Doskonale rozumie jego taktyke i jest swoistym liderem drużyny.

Dziękuje, życze zwycięstwa w Melbourne.

I na koniec pierwszej części konferencji Monika Prądzik.

 Monika Prądzik - Niedziela Palmowa

Szczęść Boże. Panie Quadrado. Nie wystąpił pan w meczu z liderem. Jak starał się pan wspierać kolegów przebywających na boisku? Szczególnie chodzi mi o graczy z pozycji podkoszowych, czy w przerwach udzielał im pan jakichś wskazówek? Jeśli tak to jakich ?

GQ: Ostatnio troszkę się przetrenowałem siłowo i dlatego nie byłem w optymalnej formie przed meczem z Suns. Na szczęście koledzy z drużyny spisali się wyśmienicie i mogliśmy się cieszyć z tego bardzo ważnego zwycięstwa. Przy takiej grze wielu porad nie musiałem udzielać. Większość rzeczy poprostu sama wychodziła. Pozostawało mi głównie podtrzymywanie walecznego ducha w zespole i poklepywanie kolegów po plecach w czasie przerw.

Właśnie odnośnie ducha, nie czuł pan, że po pierwszej kwarcie możecie się już nie podnieść?

GQ: Nie. wiedziałem że możemy zagrać duzo lepiej. Wystarczyło kilka uwag z ust trenara i wszystko zaczęło się układać.

Co było według pana kluczem do sukcesu, a czego zabrakło ekipie Suns?

GQ: Zdecydowała gra na tablicach. Mielismy widoczną przewagę w tym elemencie gry, szczególnie pod tablicą przeciwnika, dzieki czemu mogliśmy ponowić wiele nieudanych akcji.

Jak zapatruje się pan na przyszłość w tym klubie? Czy oprócz mistrzostwa są też inne ambicje?

GQ: Oczywiście. Chciałbym wypracować sobię stabilną sytuację i miejsce w pierwszej piątce.

Jako jeden z ostatnich głos zabierze Paweł Mleczak.

Paweł Mleczak - “Pomarańcza”

Swoje pytania skieruje do Filona. W ostatnich meczach trener ogranicza Twoje zadanie na parkiecie do ciężkiej pracy w obronie, w ataku jednak rzadko masz piłkę w rękach, czy nie irytuje Cię to ?

FP: Do drużyny Tytanów przyszedłem w jednym tylko celu, aby wzmocnić obronę i od początku wiedziałem, że to i tylko to będzie moim zadaniem. Więc zarówno na treningach jak i meczach na tym własnie elemencie gry się skupiam.

Dla ciebie historia pojedynków z Suns nie jest tak długa jak dla niektórych graczy Titans. Czy zależało Ci tylko na ligowym zwycięstwie czy chciałeś też przerwać czarną serię porażek z Czarnymi Słońcami?

FP: Myślałem o dwóch pieczeniach na jednym ogniu :) Wiedziałem ze jesli mamy mieć jakiekolwiek szanse na mistrzostwo w tym sezonie musielismy wygrać ten mecz. Z drugiej strony, wiadomo było że mamy, przepraszam mieliśmy, kompleks Black Suns. Ale nigdy chyba jeszcze w Tytanach nie było tak silnej ekipy, więc jeśli nie tym razem to juz chyba nigdy. Na szczęscie się udało!

Co się stało w pierwszej kwarcie? Dlaczego tak słabo wyszła wam ta część gry? Jeden zawodnik zdobył w niej 30pkt, to chyba rekord sezonu, naprawdę nie było pomysłu na to ?

FP: Wiedzieliśmy co jest stawką tego meczu, troche nas to przytłoczyło i nie wyszliśmy wystarczajaco skupieni na boisko, co niestety przełożylo się na tak fatalny wynik w pierwszej kwarcie. Później, kiedy okazało sie, ze możemy z nimi grać jak równy z równym gra zaczeła nam się układać po obu końcach boiska.

Za dwa dni rewanż w Focusdep. Lecicie aż do Melbourne. Czy po dzisiejszej batalii starczy wam sił na ten wyjazd?

FP: Musi! Wiemy, że mamy szanse odrobić strate z pierwszego meczu i nie możemy zaprzepaścić takiej szansy. Bardziej niż braku sił boję się różnicy czasowej jaka na nas czeka w Australii. Ale jeśli nasi przeciwnicy nic sobie z niej nie robili przylatując do nas, to jestem pewien, że i my sobie z tym poradzimy.

Jestem pod wrażeniem pańskiego optymizmu, dziękuję za odpowiedzi!

Na tym kończymy dzisiejszą konferencję, dziękuję wszystkim za przybycie!

Nie ma dla nas granic!!

marzec 24, 2008 by titans4life

To był mecz, w którym sprawy toczyły się tak, że chyba nawet sam Nostradamus nie byłby w stanie przewidywać wydażeń w każdej kolejnej akcji. Zwroty akcji oraz jego niesamowity przebieg mogłyby się nadać na scenariusz do oscarowego thillera. Jednak cały ten thiller musiałby zostać zakończony jakieś 12 minut przed końcem happy endem, a finisz filmu stanowiłby szczęśliwy opis losów tych, którym udało się wyjść z opresji oraz pokonać coś co nękało ich od dawna. Tłumacząc na język zainteresowanych cyberdunkiem, a nie kinematografią chodzi o fatum Suns ciążącym nad nami. Już nie raz było blisko, wiele razy brakowało wiele, dziś 51 dnia sezonu 5 sen się spełnił choć z początku wydawał się być najczarniejszym koszmarem, z którego każdy Tytan pragnąłby jak najszybciej się obudzić. Ale po kolei …

Na hale zespoły wybiegły około godziny 17:15. Spokojna rozgrzewka przy dźwiękach dopingującej muzyki. W “kotle czarownic” pojawia się z każdą minutą więcej fanów, sektor klubu kibica huczy od początku rozgrzewki. SUNS w strojach żółtych, Titans w białych jako gospodarz. Koniec rozgrzewki, gracze schodzą się do swoich ławek i po chwili na parkiecie pojawiają się starterzy obydwu ekip. W żółtych trykotach jako pierwsi zagrają:

center Johny Johny

silni skrzydłowi Seba Rzeszow i Eddie King

shooter Piotr Wionczyk

i rozgrywający Tom Leskieira.

 Po przeciwnej stronie boiska, witani gromkimi oklaskami gospodarze w składzie

silni skrzydłowi Kuba Kontek i Filon Pawlik

niski skrzydłowy Timmy Timmons

rzucający obrońcy Matt Whiteguy i Grzegorz Klepacz.

Trener Wionczyk postanowił rozpocząć spotkanie bez klasycznego niskiego skrzydłowego, zastępując go wysokim Eddie Kingiem. Gregoff postawił na grę bez rozgrywającego, choć jego rolę pełnił w kwarcie Whiteguy.

Mecz rozpoczął się przy akompalniamencie śpiewu kibiców, w górę poleciały confetti i serpentyny, wszystko w obszarze trybun. Kibiców przyjezdnych około 2.000, też cieszą się z rozpoczęcia spotkania. Na parkiecie wydażenia równie gorące jak na widowni. W pierwszych minutach meczu zarzarcie punkty próbuje zdobywać Whiteguy czego nie czyni skutecznie zostając ukarany kilkakrotnie blokiem, celnie trafia jedynie z linii osobistych. Po drugiej stronie skutecznie radzi sobie duet Leskieira-Wionczyk pokazując doskonałe zgranie i zaangażowanie. Wynik 4-4 był ostatnim remisem w kwarcie, od tego momentu rozpoczęła się tragedia gospodarzy. Od razu widać było brak lidera po stronie Świecian. Obrona na całym boisku była głównym powodem wielu strat, które Suns zamieniali na łatwe punkty. Nie pomógł timeout wzięty przez Gregoffa, publika milkła z każdą kolejną udaną akcją gości. Czując swoją szansę na wyrobienie przewagi na całe spotkanie Wionczyk oddawał rzut za rzutem, trafiał wszystko, jak gdyby trenował na koszach  w Titans Arena codziennie. Leskieira dokarmiał go odpowiednio podaniami, nikt nie był w stanie nic z tym zrobić. Gdy w ostatnich minutach kwarty goście zdobyli 8 punktów bez odpowiedzi gospodarzy wydawało się, że team spirit jest już pogrzebany. Jeszcze równo z syreną punkty po podaniu Whiteguya zdobywa Klepacz i ustanawia wynik tej ćwiartki na 24-42. 30 punktów Wionczyka i 14 asyst Leskieiry mówi samo za siebie, to miał być mecz tych dwóch zawodników, zapowiadał się jakiś nieprawdopodobny rekord, masakryczna detronizacja Titans jakiej jeszcze nigdy nie doznali. Ale druga kwarta pokazała zupełnie co innego, Tytanom udało się wyjść z holenderskich depresji do połowy Mount Everest w ciągu 12 minut..

 W drugiej kwarcie wreszcie pojawił się Więcek. Publika ożyła, fani powoli budzili się z letargu. Za Filona wszedł Patynek. Zupełnie zmienił się skład Suns, trener Wionczyk wyraźnie chciał dać odpocząć podstawowym graczom. Początek drugiej dwunastominutówki nie zapowiadał zmian. Za zdobywanie punktów w Suns wziął się Shirahama Kenichi, sprawiał przez chwilę wrażenie drugiego Wionczyka. Lecz w końcu nastąpiła przełomowa sytuacja. Końca dopiegał czas 24 sekund na oddanie rzutu gdy piłkę mieli Titans, pod presją czasu na rzut za 3 decyduje się Kontek i trafia! Od tego momentu grę przez chwile stara się ciągnąć Whiteguy mobilizując graczy w obronie. Po kilku punktowych akcjach Klepacza i Whiteguya widać rosnący entuzjazm w osobie Grzegorza Więcka. Obrońcy za nim nie nadążają, raz po raz jest faulowany i trafia wszystkie osobiste. Większość akcji wykonuje indywidualnie, reszta graczy skupia się na obronie i rozciąganiu defensywy graczy Suns. Metoda okazuje się skuteczna. Na tablicy pojawia się wynik 45-54 potem 52-57, 3 minuty przed końcem połowy mamy 60-61! Trener Wionczyk natychmiast reaguje czasem, jakby go ktoś obudził w środku nocy. Nie dokonuje żadnych zmian, obraz gry nie ulega zmianie. 2 część gry kończy się wynikiem 46-24, a wynik na tablicy pokazuje 70-66 dla Tytanów. Kibice szaleją, skandują nazwisko Grzesia non-stop. To za sprawą jego 19 punktów w tej kwarcie udało się odrobić stratę, a nawet objąć prowadzenie. Dołożona do tego genialna postawa Kuby Kontka na tablicach pomogła zdominować kolejne aspekty gry.

Przerwa zleciała momentalnie i na drugą połowę wyszli w białych strojach Oscar Chen, Grzegorz Więcek, Timmy Timmons, Filon Pawlik oraz Kuba Kontek. Z ławki okupowanej przez przyjezdnych na parkiet wybiegli Xin Jian, Maciej Jaczewski Cahir aep Ceallah, Teardrop Swish oraz Shirahama Kenichi. Gra wyglądała tak samo jak w drugiej kwarcie. Zmienili się tylko strzelcy po stronie gospodarzy. Chen udowodnił raz jeszcze, że bycie zawodnikiem “3 kwarty” jest czymś dla niego, Timmy Timmons zdobywał punkty na swój sposób, a Więcek wciąż wiódł ofensywny prym. Niesamowitą zmianę dał Adam Wall wchodząc na 4 minuty, oddał 3 rzuty za 3 zdobywając tym samym 9 punktów. Rozwiał wszelkie wątpliwości dziennikarzy o słabej formie. W obronie Chińskim Murem okazali się Filon Pawlik i Kuba Kontek. Teardrop w połowie kwarty usiadł na ławce. Pojawił się oczekiwany przez kibiców gości Pior Wionczyk. Nie zaprezentował jednak dyspozycji z początku meczu. Wydawał się być jakimś podmienionym, nieudanym sobowtórem tego z pierwszej kwarty. Trener Wionczyk wprowadził też Sebę i Shirahamę. Ich siła była niewystarczająca, aby przbebić się przez zasieki obronne drużyny Gregoffa. Kwarta ta kończy się wynikiem 49-20 i ostatnia ćwiartka pozostaje już tylko “do dogrania”.

Trener Wionczyk wypuścił na parkiet w tej kwarcie Lukasza Wi, który miał być “asem z rękawa”. Wyszło mu to nieźle, 7krotnie celnie przymierzył zza łuku, zdobywając w ten sposób 21 punktów. Zabrakło mu jednak wsparcia, zawiódł na całej linii Tom Leskieira, który wykańczał się przy Więcku. Ten drugi też przeżywał ciężkie chwile przy porównywanym nieustannie do siebie rywalu trafiając 1/6 z gry w kwarcie. Wyrównał sobie tą stratę 6 asystami dzięki czemu obraz jego gry w tej ćwiartce wyglądał o niebo lepiej. W kwarcie brylował Timmons rekompensując straty wyrzącone przez Leskieire. Twardo w obronie całą kwartę walczył Patynek, zawdzięczamy mu małą ilość punktów zdobytą przez rywala z “pomalowanego”. W końcu sędzia odgwizduje koniec spotkania i Tytani mogą cieszyć się z pierwszego zwycięstwa nad Blacks Suns 146-125! ! !

Ten moment może okazać się przełomowy dla klubu Gregoffa. Czar Suns prysł, teraz zawodnicy wiedzą, jak wygrywa się z tą drużyną. Oprócz tego Tytani zrównali się dużymi punktami z ekipą trenera Wionczyka, a od pierwszego miejsca dzieli ich jedynie 13 “oczek”. Pojutrze mamy spotkanie rewanżowe w 1/8 Focusdep Cup, udajemy się do Melbeurne pełni nadziei i wiary w to, że i tą ekipę uda się ograć. Dziękujemy za doping fanom i liczymy na więcej w następnych meczach u siebie. Kibice napewno na długo zapamiętają 51 dzień 5 sezonu..

 Relacja z konferencji pomeczowej jutro ! ! !

Bardzo ciekawym spotkaniem 31 kolejki były Derby Polski pomiędzy Wrocław Basket Nation, a Włocławek Basket Club. Ostra rywalizacja na tej linii jest już tradycją w polskiej koszykówce i tardego spotkania można było oczekiwać i tym razem. Spotkanie okazało się być zgodne z przewidywaniami ekspertów, we wszystkich ćwiartkach trwała równa walka

32-32 najwięcej pkt dla WBN Sławek ‘Sek’ Siemianowski 18, WBC Saulens Petkevicius 20

35-36 Projekt Nasluch 15 pkt, Jerome Francis 20 pkt

36-40 Martin “Campos” Niewiadomski 26 pkt, Kris Cielma 20 pkt

37-40 Mateusz “Big Shoot” Krzysztoforski 22 pkt, Adam Hoop 23 pkt.

Jak pokazuje statystyka ciężar gry brali na siebie co chwile inni gracze co świadczy o szerokich możliwościach kadrwych obu ekip. Mecz wygrali przyjezdni 140-147 po ciężkiej walce. WBN mimo, że przegrał nie ma powodu do wstydu gdyż spotkanie stało na najwyższym poziomie. Brakło poprostu szczęścia w kilku sytuacjach. Zawodnikiem meczu obwołany został właśnie gracz gospodarzy Mateusz “Big Shoot” Krzysztoforski zdobyca 42 punktów. Liczę, że starcia tycj ekip zawsze będą wzbudzać przeróżne podteksty, a ich poziom nigdy nie zejdzie poniżej dzisiejszego meczu.

Chciałbym wspomnieć jeszcze o jednej sprawie. Z naszego teamu odszedł łotewski center Roberts Treijs. Chciałbym podziękować mu za wspólną grę w barwach Titans, był dobrym kolegą i solidnym zawodnikiem. Liczę, że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą. Obecnie Roberts występuje w zespole Dobele Sobers zajmującym 2 miejsce w Latvian Champ. Życzę mu tam samych sukcesów! ! !